Zdjęcia zamieszczane na blogu są własnością jego właścicielki (chyba, że zostało zaznaczone inaczej). Wszelkie kopiowanie lub rozpowszechnianie zdjęć oraz prac przedstawionych na zdjęciach możliwe jedynie za zgodą właścicielki.

niedziela, 23 stycznia 2011

hehś

Jak zapisałam się na jedno Candy i wyraziłam chęć wzięcia udziału w wyzwaniu, tak na wielu blogach pojawiły się Candy.
Na każde chętnie bym się zapisała, ale mi głupio ;P.
Bo, po 1. po blogach chodzę od dawna, nie pozostawiając znaku po sobie... (może warto to zmienić)
Bo, po 2. każdy wpis byłby z info o Candy..., a tego też nie chcę. 

Maskaron... ;)

Więc, przejdę do aktualności: mój pomysł na wyzwanie Karoliny, prawie ukończony, ale dzisiaj się dopatrzyłam, że motywami przewodnimi nie są: czerwień, RÓŻA i serca..., ale czerwień, RÓŻ i serca, w związku z czym, muszę dorobić coś różowego ;).

Nie ma to jak czytanie z uwagą...

Dzisiejszy dzień spędzam na leniuchowaniu, ale takim prawie totalnym.
Bo poza tym, że słucham sobie po trochu Harrego Pottera w wersji english... i zeskanowaniu niektórych swoich starych obrazków, nie robiłam nic produktywnego.
Niestety, JA NIEZDARA przewróciłam swoją lampkę, która niestety mi "zdechła", a przy której spędzałam zwykle wieczory, coś tam dłubiąc. Teraz posiedzieć nie mogę... bo nie mam dobrego światła, nad czym niezwykle ubolewam :(
Mogę w prawdzie posiedzieć, przy gorszym oświetleniu, ale że często siedzę długo przy sztucznym świetle, to te pare dni będę musiała jakoś wytrzymać.

Postępów w poszukiwaniu pracy na razie brak - bo niestety póki co nikt nie odpowiedział na moje zgłoszenia. Nie pozostaje mi nic innego jak próbować do skutku ;).

Mam wielką ochotę zapisać się na kurs szycia. Co prawda coś tam uszyć potrafię, ale że jestem samoukiem, obawiam się, że mogę nie robić tego profesjonalnie. Więc plusem z takiego kursu byłoby nie tylko nabycie praktycznych umiejętności fachowych, ale i większej pewności siebie w tym co robię.
Chwilowo niestety kurs musi poczekać, na to aż znajdę pracę i zacznę zarabiać, póki co trzeba zaciskać pasa, coby nie zostać bez niczego ;).

Ale, że mam w sobie gdzieś tam głęboko zakorzenione przekonanie, że zawsze wszystko się ułoży, to też nie spędza mi to snu z powiek, ani też nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu.
Dołować się, chyba też nie umiem... Widocznie "wydołowałam się" za wszystkie czasy, kiedy dojrzewałam ;P. Bo na prawdę, może to głupie, ale nawet kiedy czasem sobie myślę, że mogłabym przecież posiedzieć, po marudzić, poddać się itd., to nie jestem w stanie tego zrobić. Nawet pisząc o tym teraz czuje się jakbym chciała siebie oszukać. 

Oczywiście, miewam czasem chandrę, ale są to bardzo krótkie, przelotne chwile. W końcu "to też minie". I zawsze mam to na uwadze, czy jest dobrze, czy niekoniecznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz