Zdjęcia zamieszczane na blogu są własnością jego właścicielki (chyba, że zostało zaznaczone inaczej). Wszelkie kopiowanie lub rozpowszechnianie zdjęć oraz prac przedstawionych na zdjęciach możliwe jedynie za zgodą właścicielki.

piątek, 22 kwietnia 2011

Wielkanoc

Pi-eS. Zdjęcie wykorzystane do życzeń, nie jest mojego autorstwa, znalazłam je kiedyś w czeluściach internetu, niestety nie pamiętam na jakiej stronie.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Jestem, bo jestem... i już! :D

Żyję sobie spokojnie, nad wyraz nudnym życiem (ostatnio) osoby pracującej, wracającej zmęczonej po pracy i jakoś to życie sobie mija.

Zadziwiające jest to (no może nie tak bardzo, ale troszeczkę), że czas w pracy potrafi się tak niemiłosiernie dłużyć, jakby człowiek czekał na jakieś skazanie, a ten wolny, mija tak szybciutko niepostrzeżenie, nie wiadomo kiedy.
Tak, że bardzo często nie robię nawet połowy z tego co sobie zaplanuję.
Doszłam w końcu do wniosku, że będę robić listy z rzeczami do wykonania, na razie nie biorąc zbyt dużo na głowę na raz, aby być w stanie się wyrobić i za bardzo nie zmęczyć, ale póki co efektów nie widać...

Jestem rozczarowana swoim brakiem wytrwałości, a najbardziej swoim lenistwem, nad którymi to muszę popracować. 
Nie, tak na prawdę nie muszę, ale CHCĘ :)
Stąd te listy zadań, na razie jednak idzie mi to opornie. 
Próbuję tutaj zastosować metodę małych kroczków - jak ktoś słyszał o metodzie Kaizen, będzie wiedział o co chodzi. Chodzi dosłownie o małe kroczki, czasem tak małe, że prawie niezauważalne, ale w dalszej perspektywie wynik będzie widoczny :).

Poza pobłażaniu swojemu lenistwu - bo inaczej tego nazwać nie mogę, czytam, jedną książkę za drugą. A to w drodze do lub z pracy, a to wieczorem w domu. 

Do ostatnio przeczytanych należą: 
Zieloni śpią nago - napisana przez Vanessę Farquharson,  
Trucicielka - Erica Emmanuela Schmitt'a,  
Orędzie. Tajemnica przyszłości - Roberta T. Preys'a,
a obecnie zaczęłam czytać:
Wirus - Guillermo del Toro, Chuck Hogan.

I zapewne po drodze jeszcze coś mi się podwinie pod rękę, to również przeczytam ;). 
Nie biorę się opisywanie tych książek, bo boję się, że zrobię  to nieudolnie, dlatego poszłam na łatwiznę i je podlinkowałam stronami z opisem do każdej, pierwsze 3 z pewnością warto przeczytać. Co do Schmitta'a to uwielbiam jego książki, facet pisze opowieści, które mają w sobie "to coś" - moim skromny zdaniem.
Ostatnia z wymienionych Wirus, została napisana przez twórców Labiryntu Fauna, jeśli ktoś oglądał i spodobała mu/jej się specyfika tego filmu, to myślę, że będzie chciał/a sprawdzić czy książka równie bardzo go wciągnie, czyli poważy się na to co robię ja w tej chwili ;).

Z pola robótkowego:
ostatnio mało robię :(, więcej czytam :).
Uszyłam Tildę urodzinową, dla koleżanki, później ją pokażę, jak już się nieco ogarnę.
Szydełkuję powolutku sukienkę. Znalazłam kiedyś w internecie zdjęcie sukienki, w której się zakochałam, z miesiąc temu odważyłam się i zaczęłam ją dłubać, bez opisu, bez mierzenia, robię na oko... Może wyjdzie ;)
Jeśli nie wyjdzie, poproszę bardziej doświadczoną rękodzielniczkę o pomoc w opracowaniu schematu, opisu, czy co tam będzie potrzebne, do zrobienia, jak najbardziej podobnej sukienki, bo tak łatwo odpuszczać nie zamierzam :). Samo robienie, nie idzie wcale wolno, powodem dlaczego robię ją od miesiąca, jest to, że zwykle przysiadam do niej tylko w weekendy na chwilę.

W pracy nuda. Nie sądziłam, że praca może być tak nudna, nawet jak mam co robić, to mnie to nudzi. 
Czekam na wieści od brata ciotecznego, który wymienia paszport i będzie starał się o wizę, jak dostanie wizę prawdopodobnie polecimy na trochę do USA :D, jeśli nie dostanie, będę musiała się rozejrzeć za inną pracą, jeśli nie będę chciała umrzeć śmiercią przedwczesną, zanudzona pracą na śmierć... 

Takim optymistycznym akcentem zakańczam swoje dzisiejsze wywody, pamiętając o wstawieniu fotki Tildy (zaraz pewnie to zrobię) i życzę wszystkim:
Miłej wiosennej niedzieli :)